Trzykrotny mistrz paraolimpijski i vice mistrz, mistrz świata, zdobywca pucharów Świata i europy


Najbliższe starty jakie mnie czekają w kwietniu.

12 kwietnia 2016 20:15

Już w najbliższy piątek wylatujemy na drugi mój start w tym roku do Włoskiej miejscowości Marina di Massa. Wyścig kategorii UCI C 1. Wchodzę już w pełni w sezon startowy. 24.04. Orlen Maraton Warszawa, 30.04 Memoriał Karla Raise Louny. Tak zapowiada się kwiecień.

Sezon 2015. Wszystko, co mogłem zdobyć, zdobyłem

22 listopada 2015 18:54

Za mną naprawdę udany sezon. Forma pozwalała mi się poczuć trochę jak Midas, bo większość startów zamieniła się w złoto. Moim łupem padły też puchary świata i Europy, a wszystko to okraszone podwójnym mistrzostwem świata. Nie mógłbym sobie życzyć lepszego sezonu przedolimpijskiego, chociaż jego początek i koniec były nieco przypadkowe.

Zaczęło się od startu w Emiratach Arabskich na torze Formuły 1 Yas Marina. Zwyciężał tam Vettel, Lewis Hamilton i Kimi Raikonnen, a teraz na ten idealnie równy tor zaprosili kolarzy ręcznych. Zanim jednak rozpoczęły się pierwsze w sezonie zawody cyklu Europy EHC, wziąłem udział w zupełnie niezaplanowanym Zayed Marathon i to właśnie to zwycięstwo okazało się pierwszym w sezonie. Kilka godzin później odniosłem pierwsze zwycięstwo w pucharze EHC, a kilka miesięcy później w austriackim Lengau odebrałem koszulkę lidera i puchar całego cyklu. Po drodze był polski etap tego cyklu i muszę powiedzieć, że nigdzie nie wygrywa się tak dobrze, jak w domu.

Udział w zawodach Pucharu Świata i Europy UCI przypominał tournée. W trasie spędziłem ponad miesiąc. Zdobyłem Puchar Europy w Lombardii, gdzie zostaliśmy najlepszą drużyną Europy. Na podium stanął tam również Krystian Giera, a Zbyszek Wandachowicz był tuż za nim. Zawody w Lombardii nie należały do łatwych. Na pełnej zakrętów i chwilami technicznej trasie, całą drużyną zasłużyliśmy na …tort, a dodam, że był to tort czekoladowy i niemały. Ważył 4-kilogramy.

Podczas Pucharu Świata słodkości nie było. Był za tuż przed nim, pięcioetapowy wyścig w Austrii, rozgrywany w ulewnym deszczu. Był żar z nieba w we włoskim Maniago, niesprzyjająca trasa w Yverdon-les-Bains i bardzo mało afrykańska pogoda w RPA.

Najważniejszym startem sezonu były Mistrzostwa Świata w Para-kolarstwie w szwajcarskim Nottwil. Wygrałem zarówno w jeździe indywidualnej na czas, jak i w wyścigu ze startu wspólnego. Podwójny mistrzowski pozwala mi z optymizmem patrzeć w olimpijską przyszłość.

W ciągu długiego sezonu wystartowałem niemal 40 razy. Poprawiłem rekord trasy 15-kilometrowego wyścigu z Pocerade do Louny, po raz trzeci zostałem rekordzistą maratonu w Koszycach. Wystartowałem m.in. w maratonach w Warszawie i Krakowie. Najbardziej nietypowym startem sezonu był udział w pierwszych w Polsce zawodach 70.3 Ironman w Gdyni. O zwycięstwo w tej imprezie walczyliśmy w sztafecie. Do mnie należał odcinek kolarski i chyba wywiązałem się z zadania nie najgorzej. Stanęliśmy na najwyższym stopniu podium. Ścigałem się również na trasach Mistrzostw Polski, gdzie udało mi się dwukrotnie wygrać.

Ostatnimi zawodami okazał się trzydniowy Mallorca Handbike Tour. Wygrałem w nich po raz drugi, jednak zgodnie z planem to nie w Hiszpanii, a w Libanie miał się zakończyć sezon. Jechałem tam jako obrońca tytułu, niestety nie dojechałem nawet do lotniska. Mgła nad miastem skutecznie uziemiła samoloty. Tak więc sezon zakończył się tak, jak się rozpoczął- nieco niezgodnie z planem, ale za to zwycięstwem.

A już niedługo zaczynam przygotowania do sezonu 2016. Jego najważniejszym punktem są igrzyska w Rio.

Europejskie tournée na podium

13 lipca 2015 19:38

Trwają ostatnie przygotowania do Mistrzostwa Świata w Parakolarstwie, które odbędą się pod koniec miesiąca w Nottwil. Spędzam ten czas na zgrupowaniu we Włoszech. Miniony miesiąc był intensywny. Zaczęło się od 5-etapowego bardzo deszczowego wyścigu w Austrii, potem zmieniały się kraje, trasy i warunki startu, ale jedno się nie zmieniało. Kończyłem wyścigi na podium i to mnie bardzo cieszy. Mam nadzieję, że jest to i dla mnie i pozostałych kadrowiczów dobry znak.

Podczas zawodów Pucharu Europy rozgrywanych na początku lipca w Lombardii zostaliśmy najlepszą drużyną w Europie. Oprócz medali ten fakt został uczczony 4-kilogramowym tortem. Sam nie wiem, co mnie bardziej ucieszyło. Oczywiście nie pozwoliliśmy, żeby taka dawka magnezu i serotoniny się zmarnowała. Może to zasługa tortu, a może pięknego słońca, które okazało się miłą odmianą po austriackim deszczu, ale we włoskim Maniago, ja i Vico Merklein zakończyliśmy rywalizację z taką samą, największą liczbą punktów.

Tydzień później na równie płaskiej trasie Pucharu Świata w szwajcarskim Yverdon-les-Bains, dwukrotnie udało mi się wygrać, a całą kadrą stanęliśmy na podium 11 razy. Dobra passa nie opuściła mnie ani podczas Pucharu Europu UCI w Szwajcarii ani Pucharu Europy EHC w Louny. Louny to mój ulubiony- zaraz po Rzeszowie – wyścig w serii EHC. Nie można przecież nie lubić trasy, na której zawsze się wygrywa.

Teraz mam nadzieję, że będę miał powody, by polubić trasę mistrzostw świata…

Lana sobota w Rosenau

5 maja 2015 12:03

W Rosenau odbywał się drugi etap zawodów tegorocznego cyklu Pucharu Europy (EHC). Tym razem miasto nie przywitało mnie przyjaźnie. Lał deszcz, a kiedy leje przyjemność z jazdy jest raczej średnia. Do tego tutejsza trasa jest płaska, a to mi specjalnie nie leży. Zresztą nie tylko mi. Mieliśmy do rozegrania tylko jeden wyścig ze startu wspólnego. Rozpoczął się przed południem i w strugach deszczu miałem do pokonania 44 km. Chętnych do objęcia prowadzenia  długo nie było. Jechaliśmy zwartą grupą 10 osób. Wiele wskazywało na to, że tak już zostanie do mety. Próby odjeżdżania rywalom były, ale praktycznie bez powodzenia. Brakowało chętnych do dawania zmian. W końcu ten peleton się trochę rozciągnął i zostało nas pięciu. Walka na finiszu była zacięta. Drugie miejsce po finiszu z grupy naprawdę cieszy. Wydawało mi się, że sprint to nie jest moja najmocniejsza strona, ale jechałem swoim tempem, na nikogo się nie oglądałem i jestem szczęśliwy, że nie byłem na końcu tej grupy ani w środku stawki.  Udało się zająć drugie miejsce z sekundową stratą do Mathieu Bosredona. Stanąłem na podium, zachowałem pozycję lidera cyklu. Teraz czas wsiąść do samochodu i zdążyć na świąteczne śniadanie.

Jest moc, jest rekord

3 maja 2015 21:01

Zawsze lubiłem Louny, a teraz mam chyba jeszcze więcej powodów, by tu startować. Tegoroczny Memoriał Karla Raise okazał się szczęśliwy i dla mnie i dla Polaków w ogóle. Wykorzystaliśmy świetne warunki pogodowe i sprzyjającą trasę, by ustanowić nowy rekord wyścigu. Ruszyliśmy mocno. Chwilami było szybko, a średnia prędkość przekraczała 46 km/h. Spieszyło nam się do tego rekordu. Ok. 6 kilometra nie było już na co czekać. Z Krystianem oderwaliśmy się od grupy i do samej mety 15-kilometrowego wyścigu jechaliśmy wspólnie. Przekroczyłem linię mety jako pierwszy. Udało mi się to zrobić z czasem 19:28:12 i to wystarczyło, żebym został rekordzistą trasy. Poprzedni rekord, od pięciu lat, należał do Edwarda Maaloufa. Edward jest zaprzyjaźniony z polską ekipą, liczę więc na to, że mi to wybaczy.

Ten rekord bardzo mnie cieszy, ale to nie jedyny powód do radości. Zaraz za mną na metę przyjechał Krystian Giera. Trzeci był Zbigniew Wandachowicz, który jest jak wino. Im jest starszy, tym bardziej zaskakuje mnie swoją formą. Polacy pokazali moc. zajęliśmy całe podium. Majówkę można więc zaliczyć do udanych.

Sprawy z Orlen Warsaw Marathon załatwione

27 kwietnia 2015 08:46

Po zeszłorocznym starcie w tej imprezie miałem niedosyt. Wtedy różnicą jednej sekundy straciłem pierwsze miejsce. Na dodatek zakończyłem tamten wyścig wbijając się w platformę dla fotoreporterów. Miałem więc swoje niedokończone sprawy na tej trasie.

Wprawdzie w minioną niedziele trasa się zmieniła, a nawet znacząco skróciła , ale przecież nie o nią tu chodzi. Na nietypowym dystansie 20,5 km najbardziej przeszkadzał deszcz. Drugi zakręt dał się nam we znaki i lekkiego poślizgu nie dało się uniknąć. Dla mnie jednak okazał się punktem zwrotnym na trasie. W tym miejscu odjechaliśmy od stawki i w trójkę nadawaliśmy tempo. Na podjeździe zostawiłem Arka i Krystiana za sobą i pojechałem w kierunku mety. Udało mi się utrzymać prowadzenie i to mnie bardzo cieszy. Wygrałem z czasem 00:30:23. Jestem tym w pełni usatysfakcjonowany.

Upewniłem się, że forma jest. Carbonbike jeździ bez zarzutów, a na OWM mogłem sprawdzić zmiany w rowerze. Kolejne zawody również będą testem dla roweru, który wtedy będzie już uzupełniony o karbonowe koła.

Dziękuje sponsorom, że mogłem się przygotowywać w warunkach i na sprzęcie, które teraz pozwalają mi ze spokojem czekać na kolejne starty w sezonie.