Category Archives: Bez kategorii

OPONEO

Miło mi poinformować, że Firma OPONEO wspiera mnie w przygotowaniach i drodze do Igrzysk Paraolimpijskich w Tokyo 2020.

Rafał w kampanii marki 4F

Nowe sportowe twarze kampanii 4F
Ona – pracowita 20-latka u progu kariery sportowej, która w tym roku po raz pierwszy uzyskała minimum olimpijskie. On – utytułowany sportowiec po przejściach, który niezłomnością charakteru zawstydziłby niejednego pełnosprawnego kolegę po fachu. Maria Andrejczyk i Rafał Wilk w kampanii marki 4F udowadniają, że niemożliwe to tylko słowo, a wytrwałość to kluczowa cecha w sporcie i w życiu.

Właśnie ruszyła III odsłona kampanii Zacznij. Wytrwaj, która ma na celu zachęcenie Polaków do aktywności fizycznej. Ta faza nastawiona na aktywne kibicowanie naszym sportowcom na Igrzyskach w Rio de Janeiro. Każdy z naszych reprezentantów, zarówno na Igrzyskach Olimpijskich jak i Paraolimpijskich, ma za sobą jakąś historię. Każda jest inna, ale łączy je jedno – wytrwałość w dążeniu do celu, pomimo pojawiających się momentów zwątpienia i zniechęcenia. Bez niej nie byłoby sportowych wyników i osiągnięć oraz nie oglądalibyśmy medali zawieszonych na szyjach sportowców.
Marka 4F zaprosiła do współpracy dwie różne osobowości. Zderzyła ze sobą dwie różne historie. Pokazała, że wytrwałość ma różne oblicza. Bohaterami filmów wizerunkowych przygotowanych przez 4F są Maria Andrejczyk i Rafał Wilk. Oboje niejednokrotnie pokonywali własne słabości i dzięki temu są dziś w miejscu, w którym można mówić o sportowym sukcesie. Andrejczyk ma niespełna 20 lat, a już jest rekordzistką Polski i Mistrzynią Europy Juniorów w rzucie oszczepem. W światowych rankingach seniorskich zajmuje obecnie ósme miejsce. Obecny trener wypatrzył ją na lekcji WF-u. Potem wielokrotnie zmieniała dyscypliny, szukając tej najlepszej dla siebie, aż do dziś kiedy to pierwszy raz w życiu osiągnęła minimum olimpijskie i czeka właśnie na decyzję o kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie Rio 2016.
Z kolei Rafał Wilk to dwukrotny złoty medalista Igrzysk Paraolimpijskich w kolarstwie. W środowisku sportowym nazywają go „Człowiek ze stali”, bo pomimo tragedii jaka wydarzyła się w jego życiu nigdy nie zrezygnował ze sportu. W 2006 roku podczas zawodów żużlowych zahaczył o bandę, przewrócił się i upadł na tor, a po jego plecach przejechał klubowy kolega. Skutki były dramatyczne – uraz kręgosłupa i utrata czucia w nogach. Rafał nie zrezygnował jednak ze sportowej pasji – jego nową dyscypliną został handbike i bardzo szybko zaczął odnosić medalowe sukcesy, w tym Złoto Paraolimpijskie. O kolejne będzie walczył już we wrześniu w Brazylii, podczas Letnich Igrzysk Paraolimpijskich Rio 2016.

Giorni del Mare UCI C1

IMG_8397.JPGW weekend wystartowałem w zawodach UCI C1 Giorni del Mare w Toskanii. Dwa starty po płaskiej jak stół trasie w sobotę start wspólny na dystansie 35 km niedziela indywidualna jazda na czas. Odnoszę dwa zwycięstwa co bardzo mnie cieszy. Wyniki start wspólny 1. Rafał Wilk 2. Mauro Cratassa 3. Christian Giognoni , jazda indywidualna na czas 1. Rafał Wilk 2. Mauro Cratassa 3. Stefano Girelli.

Sezon 2015. Wszystko, co mogłem zdobyć, zdobyłem

Za mną naprawdę udany sezon. Forma pozwalała mi się poczuć trochę jak Midas, bo większość startów zamieniła się w złoto. Moim łupem padły też puchary świata i Europy, a wszystko to okraszone podwójnym mistrzostwem świata. Nie mógłbym sobie życzyć lepszego sezonu przedolimpijskiego, chociaż jego początek i koniec były nieco przypadkowe.

Zaczęło się od startu w Emiratach Arabskich na torze Formuły 1 Yas Marina. Zwyciężał tam Vettel, Lewis Hamilton i Kimi Raikonnen, a teraz na ten idealnie równy tor zaprosili kolarzy ręcznych. Zanim jednak rozpoczęły się pierwsze w sezonie zawody cyklu Europy EHC, wziąłem udział w zupełnie niezaplanowanym Zayed Marathon i to właśnie to zwycięstwo okazało się pierwszym w sezonie. Kilka godzin później odniosłem pierwsze zwycięstwo w pucharze EHC, a kilka miesięcy później w austriackim Lengau odebrałem koszulkę lidera i puchar całego cyklu. Po drodze był polski etap tego cyklu i muszę powiedzieć, że nigdzie nie wygrywa się tak dobrze, jak w domu.

Udział w zawodach Pucharu Świata i Europy UCI przypominał tournée. W trasie spędziłem ponad miesiąc. Zdobyłem Puchar Europy w Lombardii, gdzie zostaliśmy najlepszą drużyną Europy. Na podium stanął tam również Krystian Giera, a Zbyszek Wandachowicz był tuż za nim. Zawody w Lombardii nie należały do łatwych. Na pełnej zakrętów i chwilami technicznej trasie, całą drużyną zasłużyliśmy na …tort, a dodam, że był to tort czekoladowy i niemały. Ważył 4-kilogramy.

Podczas Pucharu Świata słodkości nie było. Był za tuż przed nim, pięcioetapowy wyścig w Austrii, rozgrywany w ulewnym deszczu. Był żar z nieba w we włoskim Maniago, niesprzyjająca trasa w Yverdon-les-Bains i bardzo mało afrykańska pogoda w RPA.

Najważniejszym startem sezonu były Mistrzostwa Świata w Para-kolarstwie w szwajcarskim Nottwil. Wygrałem zarówno w jeździe indywidualnej na czas, jak i w wyścigu ze startu wspólnego. Podwójny mistrzowski pozwala mi z optymizmem patrzeć w olimpijską przyszłość.

W ciągu długiego sezonu wystartowałem niemal 40 razy. Poprawiłem rekord trasy 15-kilometrowego wyścigu z Pocerade do Louny, po raz trzeci zostałem rekordzistą maratonu w Koszycach. Wystartowałem m.in. w maratonach w Warszawie i Krakowie. Najbardziej nietypowym startem sezonu był udział w pierwszych w Polsce zawodach 70.3 Ironman w Gdyni. O zwycięstwo w tej imprezie walczyliśmy w sztafecie. Do mnie należał odcinek kolarski i chyba wywiązałem się z zadania nie najgorzej. Stanęliśmy na najwyższym stopniu podium. Ścigałem się również na trasach Mistrzostw Polski, gdzie udało mi się dwukrotnie wygrać.

Ostatnimi zawodami okazał się trzydniowy Mallorca Handbike Tour. Wygrałem w nich po raz drugi, jednak zgodnie z planem to nie w Hiszpanii, a w Libanie miał się zakończyć sezon. Jechałem tam jako obrońca tytułu, niestety nie dojechałem nawet do lotniska. Mgła nad miastem skutecznie uziemiła samoloty. Tak więc sezon zakończył się tak, jak się rozpoczął- nieco niezgodnie z planem, ale za to zwycięstwem.

A już niedługo zaczynam przygotowania do sezonu 2016. Jego najważniejszym punktem są igrzyska w Rio.

Europejskie tournée na podium

Trwają ostatnie przygotowania do Mistrzostwa Świata w Parakolarstwie, które odbędą się pod koniec miesiąca w Nottwil. Spędzam ten czas na zgrupowaniu we Włoszech. Miniony miesiąc był intensywny. Zaczęło się od 5-etapowego bardzo deszczowego wyścigu w Austrii, potem zmieniały się kraje, trasy i warunki startu, ale jedno się nie zmieniało. Kończyłem wyścigi na podium i to mnie bardzo cieszy. Mam nadzieję, że jest to i dla mnie i pozostałych kadrowiczów dobry znak.

Podczas zawodów Pucharu Europy rozgrywanych na początku lipca w Lombardii zostaliśmy najlepszą drużyną w Europie. Oprócz medali ten fakt został uczczony 4-kilogramowym tortem. Sam nie wiem, co mnie bardziej ucieszyło. Oczywiście nie pozwoliliśmy, żeby taka dawka magnezu i serotoniny się zmarnowała. Może to zasługa tortu, a może pięknego słońca, które okazało się miłą odmianą po austriackim deszczu, ale we włoskim Maniago, ja i Vico Merklein zakończyliśmy rywalizację z taką samą, największą liczbą punktów.

Tydzień później na równie płaskiej trasie Pucharu Świata w szwajcarskim Yverdon-les-Bains, dwukrotnie udało mi się wygrać, a całą kadrą stanęliśmy na podium 11 razy. Dobra passa nie opuściła mnie ani podczas Pucharu Europu UCI w Szwajcarii ani Pucharu Europy EHC w Louny. Louny to mój ulubiony- zaraz po Rzeszowie – wyścig w serii EHC. Nie można przecież nie lubić trasy, na której zawsze się wygrywa.

Teraz mam nadzieję, że będę miał powody, by polubić trasę mistrzostw świata…

Jest moc, jest rekord

Zawsze lubiłem Louny, a teraz mam chyba jeszcze więcej powodów, by tu startować. Tegoroczny Memoriał Karla Raise okazał się szczęśliwy i dla mnie i dla Polaków w ogóle. Wykorzystaliśmy świetne warunki pogodowe i sprzyjającą trasę, by ustanowić nowy rekord wyścigu. Ruszyliśmy mocno. Chwilami było szybko, a średnia prędkość przekraczała 46 km/h. Spieszyło nam się do tego rekordu. Ok. 6 kilometra nie było już na co czekać. Z Krystianem oderwaliśmy się od grupy i do samej mety 15-kilometrowego wyścigu jechaliśmy wspólnie. Przekroczyłem linię mety jako pierwszy. Udało mi się to zrobić z czasem 19:28:12 i to wystarczyło, żebym został rekordzistą trasy. Poprzedni rekord, od pięciu lat, należał do Edwarda Maaloufa. Edward jest zaprzyjaźniony z polską ekipą, liczę więc na to, że mi to wybaczy.

Ten rekord bardzo mnie cieszy, ale to nie jedyny powód do radości. Zaraz za mną na metę przyjechał Krystian Giera. Trzeci był Zbigniew Wandachowicz, który jest jak wino. Im jest starszy, tym bardziej zaskakuje mnie swoją formą. Polacy pokazali moc. zajęliśmy całe podium. Majówkę można więc zaliczyć do udanych.

Sprawy z Orlen Warsaw Marathon załatwione

Po zeszłorocznym starcie w tej imprezie miałem niedosyt. Wtedy różnicą jednej sekundy straciłem pierwsze miejsce. Na dodatek zakończyłem tamten wyścig wbijając się w platformę dla fotoreporterów. Miałem więc swoje niedokończone sprawy na tej trasie.

Wprawdzie w minioną niedziele trasa się zmieniła, a nawet znacząco skróciła , ale przecież nie o nią tu chodzi. Na nietypowym dystansie 20,5 km najbardziej przeszkadzał deszcz. Drugi zakręt dał się nam we znaki i lekkiego poślizgu nie dało się uniknąć. Dla mnie jednak okazał się punktem zwrotnym na trasie. W tym miejscu odjechaliśmy od stawki i w trójkę nadawaliśmy tempo. Na podjeździe zostawiłem Arka i Krystiana za sobą i pojechałem w kierunku mety. Udało mi się utrzymać prowadzenie i to mnie bardzo cieszy. Wygrałem z czasem 00:30:23. Jestem tym w pełni usatysfakcjonowany.

Upewniłem się, że forma jest. Carbonbike jeździ bez zarzutów, a na OWM mogłem sprawdzić zmiany w rowerze. Kolejne zawody również będą testem dla roweru, który wtedy będzie już uzupełniony o karbonowe koła.

Dziękuje sponsorom, że mogłem się przygotowywać w warunkach i na sprzęcie, które teraz pozwalają mi ze spokojem czekać na kolejne starty w sezonie.

Rowerowym bolidem po Yas Marina Circuit

Zaczęło się. Ten sezon miał się zacząć od startu w pierwszym etapie Pucharu Europy (EHC) w Emiratach Arabskich. Kiedy jednak organizator innej imprezy, maratonu Zayed, zaprosił mnie do wypróbowania toru Formuły 1 w 5-kilometrowym wyścigu, nie było się nad czym zastanawiać. Nie ma lepszego sposobu poznania trasy niż ściganie się na niej. A trasa była jak na tor wyścigowy przystało, idealnie wyprofilowana. Tor robi wrażenie. Można tu było poszaleć i poszalałem. Wygrałem z sekundową przewagą nad Jonasem Van De Steene.

Pierwszy Start w sezonie i pierwsza wygrana nastawiły mnie optymistycznie do kolejnych startów. Do Abu Zabi przyjechałem wygrać i plan zrealizowałem. Zanim upał sięgał 36 stopni, pokonaliśmy 16,5 km w indywidualnej jeździe na czas. Zawodnicy są w tym roku świetnie przygotowani, zapowiada się naprawdę poważna rywalizacja, ale ten wyścig również okazał się dla mnie udany. Trzy okrążenia pokonałem w czasie 25:41:41 wyprzedzając Heinza Freia i Alexandra Gritscha.

Tego samego dnia miałem jeszcze jedną okazje odpalić swój bolid w wyścigu przeprowadzonym w formule 1 godzina + 1 okrążenie. W godzinę 8 minut i 49 sekund pokonałem 8 okrążeń, a każde miało 5,5 km. I to był najlepszy wynik. Zostałem liderem Pucharu Europy EHC.

Tak, to ja mogę się ścigać.

Nowy sezon, nowy rower, nowa forma

Do pierwszego startu w sezonie zostały trzy tygodnie. Nie poświęcę ich jednak na odpoczynek. Przede mną ostatnie zgrupowanie treningowe, które zakończy się tuż przed startem pierwszego wyścigu Pucharu Europy EHC w Emiratach Arabskich. Jestem optymistą przed tym wyścigiem, jak i przed całym sezonem.

Zima została solidnie przepracowana i mogę powiedzieć, że jestem w lepszej formie niż byłem przed rokiem o tej samej porze. To daje nadzieję na dobre wyniki. Wyraźnie widać różnicę w formie. Dostrzega ją również mój trener Jakub Pieniążek, który zacznie nowy sezon z nowymi zadaniami. Jakub ma talent, wiedzę, doświadczenie i dobrą intuicje, teraz z jego umiejętności będzie mogło korzystać więcej zawodników. Jakub został bowiem trenerem naszej kadry i to jest dobra wiadomość dla nas wszystkich.

W nowym sezonie będę się ścigał na nowym rowerze przygotowanym przez firmę Carbonbike. Moje pierwsze wrażenia z jego używania są bardzo pozytywne. To sztywniejszy sprzęt niż ten, którego używałem do tej pory, a przede wszystkim jest lżejszy. Pierwsza jazda była ciekawym doświadczeniem. To po prostu bardzo fajny rower, na którym pojechałem nadspodziewanie szybki trening.

Bardzo dziękuje za zaangażowanie w jego przygotowanie całej firmie Carbonbike zarówno w Polsce, jak i w Szwajcarii. Franz Nietlispach, Stephane Massard, Olga Dyżakowska, Jarosław Baranowski to ludzie, dzięki którym mam szansę na jeszcze lepsze wyniki. Postaram się udowodnić już podczas wyścigów, że nie zmarnowali swojego czasu.