Sezon 2015. Wszystko, co mogłem zdobyć, zdobyłem

Za mną naprawdę udany sezon. Forma pozwalała mi się poczuć trochę jak Midas, bo większość startów zamieniła się w złoto. Moim łupem padły też puchary świata i Europy, a wszystko to okraszone podwójnym mistrzostwem świata. Nie mógłbym sobie życzyć lepszego sezonu przedolimpijskiego, chociaż jego początek i koniec były nieco przypadkowe.

Zaczęło się od startu w Emiratach Arabskich na torze Formuły 1 Yas Marina. Zwyciężał tam Vettel, Lewis Hamilton i Kimi Raikonnen, a teraz na ten idealnie równy tor zaprosili kolarzy ręcznych. Zanim jednak rozpoczęły się pierwsze w sezonie zawody cyklu Europy EHC, wziąłem udział w zupełnie niezaplanowanym Zayed Marathon i to właśnie to zwycięstwo okazało się pierwszym w sezonie. Kilka godzin później odniosłem pierwsze zwycięstwo w pucharze EHC, a kilka miesięcy później w austriackim Lengau odebrałem koszulkę lidera i puchar całego cyklu. Po drodze był polski etap tego cyklu i muszę powiedzieć, że nigdzie nie wygrywa się tak dobrze, jak w domu.

Udział w zawodach Pucharu Świata i Europy UCI przypominał tournée. W trasie spędziłem ponad miesiąc. Zdobyłem Puchar Europy w Lombardii, gdzie zostaliśmy najlepszą drużyną Europy. Na podium stanął tam również Krystian Giera, a Zbyszek Wandachowicz był tuż za nim. Zawody w Lombardii nie należały do łatwych. Na pełnej zakrętów i chwilami technicznej trasie, całą drużyną zasłużyliśmy na …tort, a dodam, że był to tort czekoladowy i niemały. Ważył 4-kilogramy.

Podczas Pucharu Świata słodkości nie było. Był za tuż przed nim, pięcioetapowy wyścig w Austrii, rozgrywany w ulewnym deszczu. Był żar z nieba w we włoskim Maniago, niesprzyjająca trasa w Yverdon-les-Bains i bardzo mało afrykańska pogoda w RPA.

Najważniejszym startem sezonu były Mistrzostwa Świata w Para-kolarstwie w szwajcarskim Nottwil. Wygrałem zarówno w jeździe indywidualnej na czas, jak i w wyścigu ze startu wspólnego. Podwójny mistrzowski pozwala mi z optymizmem patrzeć w olimpijską przyszłość.

W ciągu długiego sezonu wystartowałem niemal 40 razy. Poprawiłem rekord trasy 15-kilometrowego wyścigu z Pocerade do Louny, po raz trzeci zostałem rekordzistą maratonu w Koszycach. Wystartowałem m.in. w maratonach w Warszawie i Krakowie. Najbardziej nietypowym startem sezonu był udział w pierwszych w Polsce zawodach 70.3 Ironman w Gdyni. O zwycięstwo w tej imprezie walczyliśmy w sztafecie. Do mnie należał odcinek kolarski i chyba wywiązałem się z zadania nie najgorzej. Stanęliśmy na najwyższym stopniu podium. Ścigałem się również na trasach Mistrzostw Polski, gdzie udało mi się dwukrotnie wygrać.

Ostatnimi zawodami okazał się trzydniowy Mallorca Handbike Tour. Wygrałem w nich po raz drugi, jednak zgodnie z planem to nie w Hiszpanii, a w Libanie miał się zakończyć sezon. Jechałem tam jako obrońca tytułu, niestety nie dojechałem nawet do lotniska. Mgła nad miastem skutecznie uziemiła samoloty. Tak więc sezon zakończył się tak, jak się rozpoczął- nieco niezgodnie z planem, ale za to zwycięstwem.

A już niedługo zaczynam przygotowania do sezonu 2016. Jego najważniejszym punktem są igrzyska w Rio.