Lana sobota w Rosenau

W Rosenau odbywał się drugi etap zawodów tegorocznego cyklu Pucharu Europy (EHC). Tym razem miasto nie przywitało mnie przyjaźnie. Lał deszcz, a kiedy leje przyjemność z jazdy jest raczej średnia. Do tego tutejsza trasa jest płaska, a to mi specjalnie nie leży. Zresztą nie tylko mi. Mieliśmy do rozegrania tylko jeden wyścig ze startu wspólnego. Rozpoczął się przed południem i w strugach deszczu miałem do pokonania 44 km. Chętnych do objęcia prowadzenia  długo nie było. Jechaliśmy zwartą grupą 10 osób. Wiele wskazywało na to, że tak już zostanie do mety. Próby odjeżdżania rywalom były, ale praktycznie bez powodzenia. Brakowało chętnych do dawania zmian. W końcu ten peleton się trochę rozciągnął i zostało nas pięciu. Walka na finiszu była zacięta. Drugie miejsce po finiszu z grupy naprawdę cieszy. Wydawało mi się, że sprint to nie jest moja najmocniejsza strona, ale jechałem swoim tempem, na nikogo się nie oglądałem i jestem szczęśliwy, że nie byłem na końcu tej grupy ani w środku stawki.  Udało się zająć drugie miejsce z sekundową stratą do Mathieu Bosredona. Stanąłem na podium, zachowałem pozycję lidera cyklu. Teraz czas wsiąść do samochodu i zdążyć na świąteczne śniadanie.