Jest moc, jest rekord

Zawsze lubiłem Louny, a teraz mam chyba jeszcze więcej powodów, by tu startować. Tegoroczny Memoriał Karla Raise okazał się szczęśliwy i dla mnie i dla Polaków w ogóle. Wykorzystaliśmy świetne warunki pogodowe i sprzyjającą trasę, by ustanowić nowy rekord wyścigu. Ruszyliśmy mocno. Chwilami było szybko, a średnia prędkość przekraczała 46 km/h. Spieszyło nam się do tego rekordu. Ok. 6 kilometra nie było już na co czekać. Z Krystianem oderwaliśmy się od grupy i do samej mety 15-kilometrowego wyścigu jechaliśmy wspólnie. Przekroczyłem linię mety jako pierwszy. Udało mi się to zrobić z czasem 19:28:12 i to wystarczyło, żebym został rekordzistą trasy. Poprzedni rekord, od pięciu lat, należał do Edwarda Maaloufa. Edward jest zaprzyjaźniony z polską ekipą, liczę więc na to, że mi to wybaczy.

Ten rekord bardzo mnie cieszy, ale to nie jedyny powód do radości. Zaraz za mną na metę przyjechał Krystian Giera. Trzeci był Zbigniew Wandachowicz, który jest jak wino. Im jest starszy, tym bardziej zaskakuje mnie swoją formą. Polacy pokazali moc. zajęliśmy całe podium. Majówkę można więc zaliczyć do udanych.